|
HEKAYƏLƏR-POLYAK DİLİNDƏ
|
İngilis dilində |
Rus dilində |
Türk dilində |
Polyak dilində |
FIOŁEK
(Opowiadanie)
Zostało mu jeszcze sto gram, lecz siedział wpatrzony w kieliszek i myślał. „I tak Qasim nie okazał się mężczyzną, nawet ten świat nie jest mężczyzną, tylko kobietą, która urodziła takiego jak Qasima. Wszędzie rzuca się w oczy udając „aktywnego”. Ja dobrze wiem, kim on jest i kim są jego rodzice”.
Kot tulił się do jego nogi. Wziął go na ręce i pocałował. Ludzie są coraz mniej ufni, nikt mi nie wierzy. Jak coś mówisz, musisz przysięgać, przekonywać z całych sił, żeby uwierzyli. Nagle w kieliszku pokazał się włos, który jakby się zwiększył i przypominał ciężką zieloną trawę. Tak samo było miesiąc temu – wypił i zdarzyło się to samo.
Podobały mu się szczupłe, ładne dziewczyny. Nawet miał coś w rodzaju ślubu. Ale po roku wspólnego życia kobieta go zostawiła, nie potrafił jej zatrzymać. Zaczął pić i trafił do więzienia, bo mocno kogoś pobił. Po wyjściu z więzienia chodził jakiś czas bez pracy. I pewnego dnia zdał sobie sprawę za ma czterdziestkę na karku. Nienawidził Qasima. Nie chciał być taki jak on. „Zadając się z ludźmi z wyższych sfer żona zrobiła z takiego oberwańca jak Qasim mężczyznę, wychowała go”.
Każdego wieczoru siadywał w tej stołówce, pił i szedł do domu. Przed domem obejmował pień, całował go i całował aż go wargi bolały. Po czym zsuwając się (spełzając) na ziemię, kładł głowę na pień i zasypiał.
Od zeszłego roku zawsze, gdy pił, w ostatnim kieliszku widział coś bardzo podobnego do włosa, co potem przekształcało się w zieloną trawę. Wtedy zdawał sobie sprawę, że za dużo wypił. Dlatego rezygnował z ostatniego kieliszka, wylewając wódkę na ziemię. Wtedy znikała też zielona trawa.
Teraz z tęsknotą czeka na niego pień, on zaś dygocząc idzie sobie do domu. Spotyka po drodze dużo pni, ale nie całuje żadnego, tylko śpieszy się do samotnego pnia z podwórka. Pień i on – obaj byli bezdzietni. Trawa w kieliszku zwiększała się i promieniała. Miesiąc temu razem z setką wódki połknął też trawę. Poczuł smak trawy, poczuł ciężar w rękach i w sercu. Z jego rąk dobiegał głos dziecka. Mięśnie spuchły jeszcze bardziej, ręce zaczęły bić się z nim. Bił się z własnymi rękami, z nogami i oczami. W końcu ręce i nogi zwaliły go, leżał skurczony na ziemi. Dalej dochodził ten ciepły i znajomy głos. Był podobny do jego głosu. Wstał i udał się do domu. Oparł się o drzewo i rozpłakał się. Bolała go dusza. A wszystko przez tę zieloną trawę. Właśnie wtedy przybiegła do niego sąsiadka wdowa Tunzala. Wymasowała mu ręce.
- Ręce mi pękną, Tunzalo, nie czuję nóg.
- To jasne, że ma pękać. Masz na karku czterdzieści lat, ale nie jesteś żonaty. Od kilku lat już tęsknią za tobą twoje dzieci, gdzieś w tobie, w twoich rękach. Przecież twoja córka i syn chcą żyć. Nie widzisz, jaką masz opuchniętą rękę. Uwierz mi, to twoje dzieci w tobie, to ich głos nie daje ci spokoju. To ich siła powala cię, przez nich jesteś w takim stanie. Ożeń się i wyzwól przez to swoje dzieci z niewoli.
Wtedy odkrył, ze Tunzala jest bardzo miła i ma delikatne ręce. Uspokoił się.
Teraz też zostało ostatnie sto gram. A w środku ta zielona trawa. Miał nie pić. Czekał, aby wiedzieć, co się stanie z tą trawą. „Ten świat należy do takich jak Qasim, takich, co nie mają godności. Tunzala mówiła, że jeśli się nie ożenię, umrą we mnie moje dzieci. Ożenię się i będę miał dzieci. Wychowam je. Niech Qasima diabli wezmą”.
Nagle trawa w kieliszku poruszyła się, stała się większa i wyjrzała z kieliszka. To był fiołek… Zakrzyczał: „Fiołek, fiołek”. To fiołek wyrósł w stu gramach wódki. Był już żółty. Fiołek coraz wyżej podnosił główkę. To znaczy, że ostatnim razem zjadł fiołek. Znowu zakrzyczał: „Fiołek, fiołek”. Kot patrzył na niego ze zmęczonym spojrzeniem, widocznie nie wierzył. Pracownicy stołówki zebrali się wokół niego. Nikt nie widział fiołka. Niczego oprócz stu gram wódki w kieliszku nie było.
- Nie widzicie fiołka? Tu jest, w mojej wódce. Nie dotykajcie go.
Wyciągnął ręce i wziął coś z wódki.
- Zaniosę tego kwiatka Tunzali. Wepnę go jej we włosy i powiem: „Kocham Cię, kocham, kocham, będę miał dzieci”…
Wszyscy patrzyli na jego ręce, ale nikt nie widział fiołka. A sto gram wódki stało na stole.
|